Yuzu 柚子- cytrus, który podbija kulinarny świat

Yuzu jest jednym z ulubionych owoców koneserów już od kilku lat i staje się super modne w coraz szerszych kręgach.

Yuzu jest wiekości madarynki i przypomina nieco zdeformowaną cytrnę z dużą ilością pestek w środku. Jest to egzotyczny cytrus, który prędzej czy później powinien znaleźć się na waszym radarze. Yuzu uprawia się głównie w Japonii, Korei i Chinach. Posiada niesamowity zapach, ale jest bardzo kwaśny i cierpki, co oznacza, że ​​nie powinno się go jeść sauté. Zamiast tego jego skórka i sok są wykorzystywane do aromatyzowania potraw. Można dodać sok z tego owocu do dressingu, koktailu, marynaty lub stworzyć niesamowity w smaku sorbet.

Jednak za taką przyjemoność trzeba słono zapłacić. W Japonii jest stare powiedzenie: Momo kuri san nen, kaki hachi nen, yuzu no baka jū hachi nen 桃栗三年、柿八年, ユズの大馬鹿18年 (Trzy lata na brzoskwinie oraz kasztany, osiem lat na persymony i osiemnaście lat na głupie Yuzu). To nieco obraźliwe powiedzenie dla Yuzu opisuje, jak długo trwa proces uprawy tego drzewa cytrusowego zanim przyniesie ono jakiekolwiek owoce. Pokazuje rónież, jak cenne są one oraz ile musimy na nie czekać, zanim wpadną w nasze ręce. Niemniej jednak warto być cierpliwym. Są one bardzo aromatyczne i pożywne, co czyni je jednym z najpopularniejszych owoców cytrusowych w Japonii. Te niezwykle potężne drzewa Yuzu mogą żyć przez 100 lat, a czasami nawet do 300 lat lub dłużej.

źródła zdjęć: mejoresfotos.eu; finedininglovers.com

Kitsune udon – lisi makaron

Kitsune udon (きつねうどん) jest jednym z popularniejszych dań, w którym wykorzystywany jest charakterystyczny, gruby japoński makaron udon. Samo słowo kitsune w języku japońskim oznacza natomiast lisa, a takie połączenie z całą pewnością może budzić ciekawość.

Kitsune udon jest spożywany chętnie w całej Japonii, ale wydaje się, że można nazwać go jednym z flagowych dań Osaki. Stąd zresztą pochodzi. W okresie Meiji (1868-1912) po raz pierwszy przygotował go Yotaro, założyciel restauracji Matsubaya. Wcześniej pracował on w innym miejscu, w którym gościom serwowano właśnie m.in. udon. Kiedy jednak właściciel postanowił zrezygnować z podawania udonu, Yotaro otworzył własną restaurację, w której zaczął podawać makaron udon wraz z kawałkiem smażonego na głębokim tłuszczu tofu. Pomysł na podawanie udonu w taki sposób oparł na inarizushi, czyli ryżu zawiniętym w cienką „skórę” będącą właśnie smażonym tofu.

Skąd jednak ten lis w nazwie?

Specjalnie przygotowane, smażone na głębokim tłuszczu tofu, które charakterystyczne jest dla kitsune udon nosi nazwę inari-age (いなり揚げ). W japońskiej religii sinto występuje zaś bóstwo płodności, rolnictwa i dobrobytu, Inari Ōkami (稲荷大神), której zgodnie z legendą służą lisy. W całej Japonii jest wiele chramów poświęconych wspomnianej bogini, a wejścia do nich strzeże zwykle para lisich posągów. Mówi się, że inari-age to przysmak lisów, dlatego niekiedy było zanoszone do chramów i układane przy posągach.

I właśnie taka historia kryje się za tą niezwykle oryginalną nazwą.

Źródło zdjęcia: https://www.justonecookbook.com/

Idealny zimowy przysmak, czyli nama chokoreeto

Sezonowość objawia się w Japonii na wielu płaszczyznach, a jedną z nich jest niewątpliwie ta obecna w kuchni, ale i na sklepowych półkach. Produktem zaś, który wraz z coraz chłodniejszymi dniami staje się bardziej widoczny w sekcji słodyczy jest nama chokoreeto (生チョコレート).

Oryginalnie mianem nama chokoreeto nazwać można czekoladę, która zawiera co najmniej 40% miazgi kakaowej, 10% śmietanki i nie więcej niż 10% wody. Podawana jest w postaci małych kostek, które z wierzchu są często oprószone kakao.

Początki nama chokoreeto albo w skrócie nama choko sięgają końcówki lat 80. ubiegłego wieku. Stworzył ją japoński szef kuchni i właściciel sklepu ze słodyczami Sils Maria Masazaku Kobayashi.

W 1993 r. właśnie pod nadzorem Kobayashiego firma Meiji wypuściła na rynek czekoladki Meltykiss (メルティーキッス), które od tego czasu co roku pojawiają się w sklepach właśnie zimą. Nama choko w krótkim czasie zaskarbiły sobie serca wielu Japończyków, dlatego kolejne firmy tworzyły i nadal tworzą swoje wariacje na temat tej zimowej słodkości.

Co ciekawe, podobne czekoladki znaleźć można w Genewie. Podobnie jak nama choko charakteryzują się delikatnością i rozpływają się w ustach, czego zasługą jest świeża śmietana.

Źródło ilustracji: Bing, https://prtimes.jp/

Jingisukan ジンギスカン – smak Mongolii w Japonii

Podczas mojego pobytu w Japonii przeżywałam kulinarną przygodę życia. Próbowałam różnych potraw i przysmaków Japonii, nawet tych które za bardzo mi nie podchodziły. Jednak jedno z tych dani utkwiło mi szczególnie w pamięci. Podróżując po Hokkaido, zatrzymałam się w mieście Otaru, które swoją droga bardziej przypominało mi miasto europejskie niż japońskie. Zwiedzając miasto weszłam do jednej z małych knajp, która sprzedawała jingisukan. Nie powiem, zżerała mnie ciekawość. Od wielu moich znajomych słyszałam o tej potrawie. Oczywiście jedni ją chwalili, drudzy zaś wypowiadali się o niej z rezerwą. Stwierdziłam, co ma być, to będzie. Usiadłam przy długim barze, na którym stały żeliwne naczynia, kształtem przypominające nakrycia głowy mongołów. Wertując wzrokiem menu, postanowiłam zamówić klasycznego jingisukana z warzywami. Dostałam dwa talerze. Na jednym znajdowały się cienko pokrojone kawałki surowej baraniny, na drugim zaś warzywa i kostka słoniny, którą trzeba było wrzucić do żeliwnego naczynia. Ukontentowana delikatnie rozprowadzałam pałeczkami tłuszcz po naczyniu. Po roztopieniu się kostki, powoli zaczęłam kłaść warzywa i mięso na rozgrzane naczynie. Używając pałeczek kontrolowałam stopień wysmażenia mięsa. W końcu nadeszła pora pierwszego kęsa. Najpierw spróbowałam mięsa bez żadnych dodatków. Baranina była soczysta i smaczna, a połączona z sosem sojowym, tworzyła eksplozje smaków. Po udanym posiłku, postanowiłam wdać się w dyskusje z właścicielką knajpki. Zapytałam się jej skąd wzięła się nazwa potrawy i czy ma ona coś wspólnego z wielkim przywódca mongołów Genghis Khanem? Właścicielka z uśmiechem na ustach, powiedziała mi, że podczas wojennych wojaży mongołowie dotarli aż na Hokkaido przynosząc ze sobą stada owiec. Podobno przyrządzali baraninę w swych metalowych hełmach, dlatego też kształt żeliwnego naczynia do robienia jingisukana przybrał taką, a nie inną formę. Po zaspokojeniu swojego głodu oraz ciekawości, pożegnałam się z uroczą właścicielką i wróciłam do kontynuacji mojej podróży po półwyspie Shakotan 積丹町. Jednak to danie i miła atmosfera knajpki, w której je jadłam, zostawiły nie zatarty ślad w mej pamięci.